Decyzja o tym, jaką opcję ścieżki zawodowej wybrać nie jest prosta. Najczęściej ten dylemat pojawia się w bardzo młodym wieku, u osób tuż po maturze lub studiach. Duża ich część zaraz po odebraniu świadectwa czy dyplomu zderza się z rzeczywistością rynku pracy, która nie jest różowa. Owszem, jeśli ktoś wybrał zawód typowo techniczny, jego szanse na dobre zatrudnienie są większe. Obecny rynek pracy wciąż zgłasza niedobór w tym zakresie, a dzięki temu można liczyć na wyższy zarobek bądź go wynegocjować. Pozostali próbują znaleźć dobrą pracę, ale z różnym skutkiem.

Młodzi nie chcą pracować za wynagrodzenie minimalne

Rynek pracy zmienił się w ostatnim czasie dość radykalnie i pracodawcom coraz trudniej jest znaleźć pracowników za 2100 brutto. To dotyczy ludzi w każdym wieku, ale największą niechęć do takiej pracy przejawiają ludzie młodzi. Ich podejście do zarabiania pieniędzy jest zupełnie inne niż u wcześniejszych pokoleń. Nie mają w sobie już takiej pokory i skłonności do zamęczania się. Mają za to większe oczekiwania konsumpcyjne, chcą kupować elektroniczne gadżety i modne ciuchy, jeździć po świecie i bawić się w kultowych klubach. Ten model życia nie wpisuje się jednak w warunki, jakie oferuje im obecny rynek pracy.

Dzięki temu pracodawcy, którzy nie zauważyli zmian i nie chcą oferować zarobków wyższych niż minimalne wynagrodzenie, bądź kondycja ich firmy zwyczajnie na to nie pozwala, muszą liczyć się z bolesnymi niedoborami kadrowymi.

Obecnie firmy z nieco bardziej elastycznym podejściem do zatrudniania pracowników oferują ewentualnym kandydatom przeróżne dodatki. I nie są to już oklepane karnety sportowe czy pakiety medyczne. To dodatkowe premie, kosztowne szkolenia, wyjazdowe imprezy integracyjne, pokoje wypoczynkowe, poczęstunki, wysoki komfort pracy itd. Słowem dodatki, które sprawiają, że młody człowiek ma wrażenie, iż prowadzi życie zawodowe na światowym poziomie. Dzięki tym atrakcjom i stworzeniu miłej atmosfery czasem udaje się zwerbować pracowników i sprawić, że nie odchodzą po tygodniu.

Działalność na własną rękę jako alternatywa dla kiepskiej pracy

Taka sytuacja na rynku pracy sprawiła, że osoby mające wyższe oczekiwania płacowe i większą odwagę życiowa oraz determinację, często decydują się na założenie własnej firmy. Formalności rejestracyjne są dziś bardzo proste, wszystko załatwia się przy jednym okienku i zupełnie bezpłatnie. Można też starać się o dotacje Urzędu Pracy, które przysługują osobom zarejestrowanym albo, w przypadku innowacyjnych pomysłów na biznes, skorzystać z pomocy unijnej.

W przypadku dotacji z UP można zyskać 24-28 tys. zł bez wkładu własnego, po napisaniu niezbyt trudnego wniosku. Decydując się na założenie pierwszej firmy można skorzystać też z małego ZUS-u, dzięki któremu opłaty z tego tytułu wynoszą około 600 zł, niezależnie od uzyskiwanych potem dochodów. Ta możliwość obowiązuje jednak wyłącznie do końca 2018 roku, bowiem potem przepisy ulegną zmianie i mały ZUS będzie przysługiwał jedynie firmom, których dochody nie przekraczają kwoty 5250 zł brutto. Zaletą nowelizacji jest to, że ulga przysługuje nie tylko nowym firmom, mogą skorzystać już istniejące podmioty, pod warunkiem, że przez ostatni rok osiągały niskie dochody na wskazanym pułapie. Ci, którzy zarobili trochę więcej muszą doliczyć po 16 groszy za każdą złotówkę dochodu powyżej limitu 5250 zł brutto.

Na tym jednak koniec ulg, trzeba zakasać rękawy i postarać się o zarobek, który pokryje koszty stałe i doraźne, a oprócz tego wygeneruje dochód przekraczający minimalne wynagrodzenie, bo przecież taka idea przyświeca całemu przedsięwzięciu.